– Jesteśmy dziś w domu – w miejscu, w którym serca powinny się otwierać – mówił kaznodzieja, wskazując, że są tacy, którzy „nie chcą słuchać” i „zamykają się na innych”. To zamknięcie, jak podkreślał biskup, nie jest tylko osobistą słabością, ale dramatem społecznym, dziełem tego, „który nie jednoczy, lecz dzieli – dziełem zła”. Zło dzieli ludzi pracy i bezrobotnych, silnych i słabych, tych „którzy mają wpływy” i tych, którzy zostali ich pozbawieni. W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiało odniesienie do dramatycznej sytuacji górników z kopalni „Silesia”. – Wiemy, że od kilku dni górnicy w kopalni Silesia walczą dziś o przetrwanie. Cierpią, bo zagrożone jest ich życie, ich przyszłość, byt ich rodzin. Zostali pod ziemią, bo sytuacja doprowadziła ich do desperacji. Wiemy również, że wielu ludzi z powodu braku pracy wyjechało z kraju. W tym roku przy wigilijnych stołach pojawiły się puste miejsca z powodu wspomnianych sytuacji, ale również i z powodu chorób i śmierci naszych bliskich – mówił biskup.
Reklama
Kaznodzieja przypomniał, że Maryja również nie znalazła miejsca w gospodzie. „Nie tylko drzwi gospód bywają zamknięte. Często zamykają się także drzwi naszych domów i naszych serc” – mówił, wzywając do odwagi przyjęcia Boga także tam, gdzie panuje nieporządek i wstyd. „Jezus chce wejść także w te miejsca, które są brudne, nieuporządkowane. On się tego nie boi”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W homilii powracał motyw jedności – nie jako uniformizacji, lecz harmonii. „Jak w chórze: każdy głos inny, ale razem tworzą harmonię”. I jak w stadzie wilków, gdzie najsłabsi idą pierwsi, a najsilniejsi strzegą ich od tyłu. „Wspólnota ma się dostosować do słabszych, a nie ich odrzucać” – podkreślał biskup, przywołując słowa Chrystusa: „Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Chrześcijanie mają się uzupełniać, a nie zwalczać – zakończył kaznodzieja.
Pasterka w łódzkim DPS-ie była nie tylko liturgią, lecz znakiem trwania – mimo choroby, starości, społecznych napięć i współczesnych ludzkich dramatów. Bp Piotr Kleszcz odprawiając pasterkę w noc Bożego Narodzenia kontynuuje ponad 20 letnią tradycję modlitwy z chorymi, którą rozpoczął nieżyjący bp Adam Lepa. Łódzkie Betlejem tej nocy miało twarz człowieka chorego, samotnego, ciężko pracującego górnika oraz opiekuna osób starszych, również w siostrzanym habicie. Wszystkim zgromadzonym Biskup przypomniał, że tam, gdzie rodzi się i jest podtrzymywana jedność, tam rodzi się nadzieja.
