Reklama

Wiara

Elementarz biblijny

Adam i Chrystus

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Słowo „Adam” to imię pierwszego człowieka stworzonego przez Boga, ale i imię, które dziś nosi wiele osób. W swej treści to słowo kryje też znacznie więcej. Jest ono określeniem charakteryzującym każdego człowieka. Łączy się z hebrajskim słowem Adama(h), którym określana jest ziemia czy rola. Tym samym Adam to ktoś, kto zamieszkuje ziemię daną mu przez Boga. Uprawia ją, rzucając w nią ziarna, i zbiera jej owoce. Jest jej mieszkańcem. Życie człowieka zależy od ziemi podobnie jak od niego zależy jej rozwój. Ziemia stanowi przestrzeń dla istnienia człowieka, on zaś jest jej ukoronowaniem. Tym samym Adam to zarówno konkretny człowiek powołany do istnienia, jak i cała ludzkość stworzona przez Boga. Owo imię niesie ze sobą również bolesną prawdę o ludzkiej słabości, gdyż Adam, który wszystko otrzymał od Boga, odwrócił się od Niego. Uznał, że sam sobie może wystarczyć i niczym Bóg kierować własnym życiem, wyznaczając, co jest dobre, a co złe. Paradoksalnie ten, którego istnienie zależne jest od ziemi, chciał sam wznieść się ponad nią i zawładnąć zarówno nią, jak i swym życiem. Ta próba zakończyła się bolesnym upadkiem, raną przekazywaną niczym spadek z pokolenia na pokolenie wraz z darem życia. Tej rany nie było w stanie zasklepić nawet Prawo przyniesione przez Mojżesza, potomka Adama. Ono jedynie jeszcze bardziej ukazywało rozdwojenie między pragnieniem dobra a bezmiarem zła. Nie uwalniało też od dramatu ludzkiej śmierci i zrodzonej z niej niepewności co do dalszego losu człowieka.

Ratunek przyszedł w Jezusie Chrystusie. Dlaczego został On przyrównany do biblijnego Adama? Po pierwsze, przyjął na siebie ludzką naturę. Stał się człowiekiem żyjącym na ziemi. Ale przyszedł na świat po to, by dać początek nowemu rodzajowi ludzkiemu wolnemu od winy pierwszego człowieka. Stał się źródłem łaski i życia wolnego od śmierci. Czy śmierci ciała? Nie, przez tę przeszedł i On. Tu chodzi o śmierć, którą jest bunt przeciw Bogu. Chrystus – Nowy Adam był posłuszny Bogu we wszystkim aż do śmierci. Tak otworzył bramę zmartwychwstania i ukazał pełnię życia. Dlatego od Niego rozpoczyna się nowy rodzaj ludzi zrodzonych do życia przez wiarę. Ludzi wolnych od śmierci grzechu, wolnych od lęku przed unicestwieniem ludzkiego życia. Pierwszy człowiek, Adam, stanowił zatem zapowiedź i zaczyn dzieła Jezusa Chrystusa. Z nim wiązał się początek niezwykłego daru, którym jest ziemskie życie człowieka. Drugi Adam – Chrystus otworzył głębszy i ostateczny etap: oczyścił człowieka ze zła, by go uświęcić i – przeprowadzając przez próg śmierci – zjednoczyć na zawsze z Bogiem, czyniąc go wiecznie szczęśliwym. I dokonuje tego nie tylko dla wybranych, ale dla wszystkich ludzi, którzy jako potomkowie pierwszego Adama otrzymali dar życia na ziemi.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2020-06-17 11:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Słuchać będziecie

On im odpowiedział: „Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie zrozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.

Przykro jest czytać Jezusowe słowa o żyznej ziemi i wydawaniu obfitego plonu, kiedy siedzi się w ciemną, burzową noc przed czystą kartką papieru, mając w głowie jedynie niepokój o jutro, poczucie beznadziei i zmarnowania czasu, jaki otrzymało się od Boga. Mroczne myśli nie pozwalają dopuścić tej jednej jasnej, pewnej i ufnej. Zawsze, kiedy słyszę ten fragment Ewangelii, zastanawiam się, jaką ziemią jestem. Kiedyś wydawało mi się, że tą skalistą, na której ziarno przyjmuje się szybko, ale na której nie może zapuścić korzeni i natychmiast obumiera, napotkawszy najmniejszą przeszkodę. Znacie ten łatwy optymizm po rekolekcjach, skupionej lekturze Pisma Świętego czy modlitwie brewiarzowej? Ten, który znika podobnie szybko, jak się pojawił? Ja znam go aż nazbyt dobrze. W ostatnim czasie jednak znajduję w sobie raczej mnóstwo cierni, które skutecznie zagłuszają ziarno i czynią je zupełnie bezowocnym. Czytam dla siebie słowa o tych, którzy słuchają, a nie rozumieją, patrzą, a nie widzą. Zmarnowany trud, zmarnowany dar i żal zalewający to wszystko jak gęsta smoła, nie pozwalający uczynić najmniejszego kroku w jakimkolwiek kierunku. Ile jeszcze dni zostanie mi dane, żeby przełamać ten impas, oczyścić w sobie choć mały kawałek gleby dla słowa, które daje życie? Czy zdążę to zrobić? Czy zdołam? W takich okolicznościach trudno nie dopuścić do siebie pretensji do Pana Boga. Żeby uwolnić się od poczucia winy, trzeba koniecznie znaleźć innego odpowiedzialnego. Dlaczego Jezus tak spokojnie mówi o tych, którzy nie mają, a którym w dodatku zostanie zabrane i to, co posiadają? Gdzie tu jest sprawiedliwość? Czy naprawdę moją winą jest to, że nie rozumiem Bożego słowa? Czy naprawdę winą ateistów jest to, że nie przekazano im wiary albo że katolicy tak im ją obrzydzili swoim zachowaniem, że mogli już tylko ją odrzucić? Od razu jednak karcę się za tak nieuczciwy wybieg. Nie znam przecież tego sposobu, którym Bóg posługuje się, żeby dotrzeć do serca drugiego człowieka. Ani też tego, który zamierzył dla mnie. Pan Bóg patrzy na nas jednocześnie z najgłębszych głębi nas samych i z nieskończonego dystansu galaktyk, obojętnie obracających się nad nami od bilionów lat. W Jego spojrzeniu ścieżki naszego życia, tak chaotyczne i tajemnicze dla nas, przecinają się z zegarmistrzowską precyzją tak, żeby dać nam największą szansę na przyjęcie Jego słowa. Jeżeli pozwolimy je w sobie zasadzić, nie zatrzymując się jedynie na tym, co ułomne i skończone, i co zostanie nam przecież w końcu odebrane, to ten zalążek nieskończoności i pełni będzie rozwijał się w nas Bożą mocą. Przyjdzie czas, kiedy uwolnieni od niemocy zrozumienia, ujrzymy go w pełnym rozkwicie w Bogu.
CZYTAJ DALEJ

Kościół nie jest celem samym w sobie. Papież: jego horyzontem jest wieczność

2026-05-06 10:42

[ TEMATY ]

audiencja

audiencja ogólna

Leon XIV

Vatican Media

„Kościół nie może zamknąć się w tym, co widzialne i doraźne” - przypomniał Leon XIV podczas pierwszej majowej audiencji ogólnej, wracając do nauczania Soboru Watykańskiego II. W mocnej katechezie wskazał, że chrześcijanie żyją między „już” a „jeszcze nie”, a prawdziwym horyzontem Kościoła pozostaje Królestwo Boże.

Odwołując się do soborowej konstytucji „Lumen gentium”, Papież przypomniał, że „Kościół jest Ludem Bożym pielgrzymującym w dziejach, a celem wszystkich jego działań jest Królestwo Boże”. Zauważył przy tym, że ten wymiar bywa dziś marginalizowany, gdyż uwaga wierzących skupia się głównie na tym, co widzialne i natychmiastowe.
CZYTAJ DALEJ

Majowe podróże z Maryją: Sanok - Matka Boża Pocieszenia na bieszczadzkim szlaku

2026-05-06 19:44

[ TEMATY ]

Matka Boża Pocieszenia

Sanok

Majowe podróże z Maryją

sanok.franciszkanie.pl

Sanok - Matka Boża Pocieszenia

Sanok - Matka Boża Pocieszenia

Opuszczamy gościnny Rzeszów, by krętymi drogami Pogórza dotrzeć do Sanoka – miasta o wielkiej historii i głębokiej duchowości. Nad rynkiem tego królewskiego grodu góruje franciszkańska świątynia, w której od wieków, w ciszy i modlitewnym skupieniu, czeka na nas Matka Boża Pocieszenia – Pani Sanocka.

Kiedy stajemy przed Jej cudownym obrazem, uderza nas niezwykły spokój i dostojeństwo tego wizerunku. Maryja przedstawiona jest w typie Matki Bożej Śnieżnej, z Dzieciątkiem na ręku. To obraz, który przybył tu w XVII wieku i niemal natychmiast stał się źródłem niezliczonych łask. Sanoczanie od pokoleń wiedzą, że tutaj każde strapienie znajduje ukojenie. Historia tego miejsca przypomina nam, że Maryja nie jest odległą królową, ale Matką, która schodzi w doliny naszego życia, by podać rękę w chwilach słabości.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję