Jeśli ktoś narzeka, że dzisiejsze święta grzeszą nadmiarem jadła, niech przeczyta, jakie dania serwowano w Polsce podczas świąt Bożego Narodzenia w XIX wieku.
Według najsłynniejszej w dawnej Polsce „perfekcyjnej pani domu” – Lucyny Ćwierczakiewiczowej, wieczerzę wigilijną należało zacząć jedną z trzech zup: sago na winie, barszczem czystym z uszkami z grzybów, zupą migdałową lub zupą grzybową. Zupy powinny być przegryzane pasztecikami z ryb we francuskim cieście albo pasztecikami z grzybami w cieście kruchym. Daniem głównym winny być ryby – w aż w czterech postaciach: szczupak duszony z warzywami, sandacz z jajami lub karaś ze śmietaną, wreszcie karp lub leszcz na szaro z rodzynkami. Do ryby – obowiązkowo kaszka na grzybowym sosie, jarmuż z kasztanami, groszek zielony z grzankami lub makaron włoski. Mile widziane były również kluski na słodko – ze śliwkami i gruszkami lub kruche pierożki. Na deser – łazanki, łamańce lub bułeczki z makiem, legumina makowa oraz jabłka, pierniki, orzechy i bakalie.
Następnego dnia świąteczny obiad musiał rozpocząć rosół z makaronem. Główną kulinarną atrakcją miał być indyk nadziewany śliwkami. Po tak obfitym posiłku proponowano na deser bakalie. Z kolei drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia obiad powinien się rozpocząć barszczem czystym z uszkami. Następnie na stole miały się znaleźć polędwica z makaronem oraz jarmuż z kasztanami. Kolejną potrawą, którą na ten dzień proponowała Lucyna Ćwierczakiewiczowa, był zając z melonem w occie. Na deser – już jakby skromniej – jabłka oraz bakalie.
Autorem zasad staropolskiego dobrego zachowania przy wigilijnym stole jest ks. Eugeniusz Janota, który zalecał, by zachować „uroczysty spokój, tak, że oprócz gospodarza nikt głośno nie mówi, lub że tylko starsze osoby rozmawiają, a inni migami się porozumiewają, co komu trzeba. Strzegą się też jeść łakomie”. Dopiero po tak odbytej wieczerzy można było iść na Pasterkę i rozpocząć bożonarodzeniowe biesiady przy śpiewie kolęd.
Zmarła 84 lata temu, 5 października 1938 r. o godz. 22.45. S. Eufemia Tarczyńska, świadek umierania Świętej, wspominała: „To było jakoś koło jedenastej w nocy. Gdy przyszłyśmy tam, Siostra Faustyna jakby lekko otworzyła oczy i trochę się uśmiechnęła, a potem skłoniła głowę i już...”
Dzieciństwo
Helena Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 r. jako trzecie z dziesięciorga dzieci, w rolniczej rodzinie z Głogowca k. Łodzi. Od dzieciństwa odznaczała się pobożnością, umiłowaniem modlitwy, pracowitością i posłuszeństwem oraz wielką wrażliwością na ludzkie biedy. Do szkoły chodziła niecałe trzy lata: jako szesnastoletnia dziewczyna opuściła rodzinny dom, by na służbie w Aleksandrowie i Łodzi zarobić na własne utrzymanie i pomóc rodzicom.
POMÓDL SIĘ - RÓŻANIEC ZE ŚW. SIOSTRĄ FAUSTYNĄ #NIEZBĘDNIK RÓŻAŃCOWY
- Prawo do życia nie jest tylko kwestią światopoglądów, to nie jest nawet tylko prawo religijne, ale to jest podstawowe prawo człowieka - przypomniał na Jasnej Górze abp Wacław Depo. Delegat KEP ds. Stowarzyszenia Żywego Różańca przewodniczył Mszy św. z udziałem Częstochowian i pielgrzymów, głównie z Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej. Uroczystość poprzedziły rekolekcje Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej.
Przypomniał, że „fundamentalnym zadaniem jest przyjęcie z wiarą prawdy o nieskończonej godności każdego człowieka”. Podkreślił, że to zadanie wynika z faktu, że człowiek został stworzony z miłości Boga. – Od Boga wyszliśmy i do Boga idziemy – mówił kaznodzieja. Wskazał, że drugim zadaniem jest prawo do życia, a jest ono nie jest tylko kwestią światopoglądów, nie jest nawet tylko prawem religijnym, ale jest podstawowym prawem człowieka. Trzecim zadaniem, które wskazał metropolita częstochowski jest przywrócenie rodzinie jej prawdziwego wspólnotowego charakteru i godności. Przekonywał, że „rodzina nie jest rodzajem kontraktu, umowy czy instytucjonalnych powiązań prawnych, jak tego chcą związki partnerskie. Jest wspólnotą osobową życia i miłości”. Przypomniał, że Chrystus związek małżeński mężczyzny i kobiety wzmocnił i podniósł do miary sakramentu.
W parafii św. Franciszka z Asyżu w Brzezinach uczczono 800. rocznicę śmierci Biedaczyny z Asyżu. Mszy św. przewodniczył bp Piotr Kleszcz OFMConv, który w homilii z pasją przybliżył postać św. Franciszka — nie jako odległego świętego, ale człowieka „z krwi i kości”, który również przeżywał pokusy i trudności, a mimo to konsekwentnie naśladował Chrystusa.
— Święty Franciszek był świętym z krwi i kości, takim jak my. Też miał pokusy, trudności, ale to mu nie przeszkodziło naśladować Pana Jezusa — mówił bp Kleszcz. Franciszkanin przypomniał, że przed swoim nawróceniem Franciszek pragnął wszystkiego, co najlepsze. Pochodził z zamożnej rodziny, nosił najlepsze ubrania, miał pięknego konia, był lubiany i znajdował się w centrum życia towarzyskiego. Chciał również zostać rycerzem. Z czasem odkrył jednak, że ani majątek, ani popularność, ani realizacja kolejnych ambicji nie dają mu prawdziwego szczęścia.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.