Moje kapłaństwo jest już zupełnie naturalną częścią mojego życia, moją codziennością. Do codzienności człowiek łatwo się przyzwyczaja, dlatego czasem czuję, że za mało za nie dziękuję.
Kilka miesięcy temu, podczas jednego z treningów, uświadomiłem sobie, że 2033 r. będzie dla mnie wyjątkowy. Będę obchodził 25-lecie kapłaństwa i 50 urodziny. W tym samym czasie Kościół będzie przeżywał jubileusz dwóch tysięcy lat od męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. To tylko symboliczny zbieg dat, ale poruszył mnie na tyle, że zacząłem się zastanawiać, jak podziękować Bogu nie tylko za dar życia, powołanie i dzień święceń, ale za wszystkie lata pomiędzy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Ludzie na mojej drodze
Przez ten czas spotkałem wielu ludzi. Były chrzty, śluby i pogrzeby. Rozmowy z młodzieżą, rodzinami przeżywającymi trudne chwile, osobami chorymi czy samotnymi. Patrząc z perspektywy tych prawie dwudziestu lat, widzę, że Pan Bóg prowadził mnie właśnie przez spotkanie z drugim człowiekiem. Pomyślałem wtedy, że chciałbym podziękować za tę drogę... drogą.
Tak narodziła się „Jerozolima 33” – biegowa pielgrzymka do Jerozolimy realizowana etapami aż do 2033 r. Cała trasa została podzielona na 75 maratonów. Nie zawsze biegnę tam, gdzie na mapie wypada kolejny odcinek. Czasem następny etap pokonuję podczas zawodów lub pielgrzymek. Ważne jest to, że każdy przebiegnięty maraton przybliża do celu.
Kilometry uczą pokory
Reklama
Dlatego tegoroczna 21. Biegowa Pielgrzymka z Rzeszowa na Jasną Górę stała się także częścią tej drogi. Rozpoczęliśmy ją od błogosławieństwa bp. Stanisława Jamrozka. Potem zaczęły się kilometry… i to, co w pielgrzymce najpiękniejsze. Człowiek zostaje sam ze swoimi myślami, modlitwą i pytaniami. Zdrowaś Maryjo powtarzane setki razy, rozmowy z drugim człowiekiem, chwile ciszy, wzruszenia, spotkania i momenty, w których Pan Bóg dotyka serca.
Najbardziej zostaje wspólnota. Ludzie, którzy pojawiają się na drodze i po kilku kilometrach stają się kimś bliskim. Wspólna modlitwa, Msza św. każdego dnia, rozmowy w drodze i w autokarze, spowiedź, łzy i radość – rzeczy, których nie da się zaplanować, a które tworzą prawdziwą pielgrzymkę.
Pomyślałem wtedy, że trudno o piękniejszy początek kolejnego etapu mojego dziękczynienia. Choć przez trzy dni biegliśmy do Częstochowy, w projekcie były to już kolejne maratony prowadzące przez Węgry w kierunku Rumunii…, a potem, jeśli Bóg pozwoli, także przez inne kraje – aż do celu.
Tegoroczna pielgrzymka była niezwykle wymagająca. Upał przekraczał 40 stopni, a kolejne kilometry uczyły pokory. Były chwile, kiedy nogi mówiły „wystarczy”, ale serce mówiło „idź dalej”. Paradoksalnie właśnie wtedy najmocniej czułem, że pielgrzymowanie nie polega na pokonywaniu dystansu. Chodzi o wspólną drogę, o niesienie swoich intencji i o odkrywanie, że Bóg często przychodzi przez pozornie przypadkowych ludzi biegnących obok.
Wdzięczność prowadzi dalej
Pomimo ekstremalnej temperatury i trudów drogi wszyscy pielgrzymi szczęśliwie dotarli do celu. Dziękuję za wspólnie przebytą drogę, rozmowy, modlitwę, świadectwo wiary, braterską troskę i serdeczność, której nie pokonało nawet zmęczenie. Wierzę, że każdy z nas wrócił z tej pielgrzymki nie tylko z kolejnymi kilometrami w nogach, ale także z czymś dobrym w sercu. Bogu niech będą dzięki.
Do Jerozolimy zostało jeszcze wiele kilometrów. Mam jednak nadzieję, że kiedyś dotrę tam z sercem pełnym wdzięczności. Nie tylko za przebiegniętą drogę, ale przede wszystkim za dar kapłaństwa i za ludzi, których Pan Bóg od tylu lat stawia na mojej drodze.
