Reklama

W wolnej chwili

Obraza Boska

2026-07-21 12:51

Niedziela Ogólnopolska 30/2026, str. 60-62

[ TEMATY ]

opowiadanie

Anna Wiśnicka

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przyjechała, maźnica jedna, nie wiadomo skąd i chłopów naszych mami i bałamuci. Melina tam u niej jest i, za przeproszeniem proboszcza, zwykły burdel. Czegoś takiego, jak żyję, to w naszej parafii nie było. Same powiedzcie... – Skwapliwie wszystkie kiwają głowami i znowu wszystkie naraz do gadania się biorą. A mówią tak piskliwie z emocji podwyższonymi głosami. I gestykulują zawzięcie na okoliczność nieszczęścia, które się stało, i to ogromne. Proboszcz macha rękami, jakby odganiał się od roju os kąśliwych. Zawsze, jak mówi o sobie, nad wyraz spokojny, teraz wypłoszony, jakby go co wystraszyło i przeraziło jednocześnie. Napadły go po Mszy, w zakrystii. Od razu, jak weszły, przystąpiły do ataku. Nawet nie wiadomo, czy powiedziały „Pochwalony”, ale chyba tak. Nabuzowane do ostateczności nacierają z całym impetem. A on jeszcze w ornacie, z ostatnimi słowami o pokoju Pańskim w uszach, aż się cofnął z wrażenia. Wystraszył się najpierw pewnie, bo myślał, że chodzi o coś na cmentarzu czy o kościelnego. Jak się zorientował, że o jakąś babę, od razu odzyskał rezon.

– Zaraz, dopierom od ołtarza odszedł. Co za gwałt. Rozebrać się muszę, dziękczynienie odprawić. Już myślałem, że kto kona. Do kancelarii pójdziemy. Zadzwońcie, wikary powinien być, niech was wpuszczą, ja zaraz dojdę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

To świadoma taktyka. Mówi mi przy innej okazji: jak do ciebie przyjdą zdenerwowani, nigdy nie rozmawiaj na stojąco. Proś, żeby usiedli, to już z 10% emocji wytłumi. Ty przejmij inicjatywę, zapytaj, co u nich, jak matka, ojciec czy dzieci. I dopiero za trzecim, czwartym pytaniem przejdź do tego, o co chodzi. I pilnuj, żeby nie wszystko naraz, ale segmentami. Wiesz, po kawałku. Inaczej się nie da. Teraz, widać, sam próbuje spacyfikować nastroje kobiet.

– Moje drogie, powoli – uspokaja, bo naraz, jak tylko wszedł, zerwały się z krzeseł. – Usiądźcie, prosiłem. Jedna niech mówi, bo nic z tego nie będzie. Widzę, żeście zdenerwowane, i pewnie słusznie, ale dzisiaj akurat jest rocznica śmierci poprzedniego proboszcza. Chrzcił was pewnie, spowiadał. Pomódlmy się najpierw za niego.

Po odmówieniu modlitwy kobiety już trochę wyciszone, ale widać, że niecierpliwe, czekają tylko możliwości, więc proboszcz jeszcze pyta je, którą chrzcił, a kto ślub dawał, a w którym roku. A one wiercą się niespokojnie na krzesłach.

– Coś takiego. To już za mnie. W pierwszym roku, jak przyszedłem. I co, szczęśliwą rękę miałem? To dobrze. A pani?

Po kwadransie takiej konwersacji emocje opadły na tyle, że proboszcz przystępuje do sprawy, tym bardziej że gospodyni czeka ze śniadaniem i już raz głowę w drzwiach pokazała. Dopuszczone wreszcie do głosu zaczynają od razu.

– Jednym słowem, proboszczu, obraza Boska, Sodoma i ta druga. To się we wsi wyprawia i o tym chcemy powiedzieć. Tego nie można tak zostawić.

– Zaraz, po kolei. Kto, gdzie i co zrobił? I jedna, na miły Bóg, proszę. Jedna niech mówi, a składnie i powoli. Wy wiecie, a ja chcę się dowiedzieć. No. – Rozglądają się po sobie wytrącone trochę z impetu. I jakoś tak chyba samymi spojrzeniami ustalają, która to właśnie będzie sprawę referować.

Reklama

– Pamięta proboszcz Michasię naszą? No, to po niej chałupę kupili. Najpierw to ona, ta, co kupiła, przyjeżdżała latem, ino z chłopem i z dziećmi.

– Kto wie, czyj to był chłop. Bo co lato, to z innym.

– E, z jednym parę razy ją tu widywali.

– Jedna niech mówi, proszę – apeluje znowu proboszcz.

– Tak jak mówiłam. Kupili i tylko na lato po parę dni przyjeżdżali. Tak było ze 2, 3 lata. Ale teraz ona sama tu zjechała na stałe. Rozwódka, i to pewnie parę razy rozwiedziona. I najpierw to, że jej te chłopy do pomocy, bo meble, bo remont, bo piec i coś tam. Nie powiem, płaciła, i to dobrze. Ale teraz to już wieczór w wieczór i podchmielone wracają albo całkiem pijane. Na karty, na piwo. Jej chłop – pokazuje głową na siedzącą obok – to konia nawet nie rozebrał, jak z pola przyjechali, bo go zawołali, że do niej idą.

Znowu wstają z krzeseł, bliżej podchodzą i jedna przez drugą na palcach coś pokazują, wyliczają przed proboszczowskim nosem.

– Co tam się wyprawia, i to nie tylko chłopy, ale i chłopaków zwabia. A te głupie lecą. Pani Magda to, pani Magda tamto. Urok jakiś rzuciła, cholera jedna.

Proboszcz macha rękami, bo coraz głośniej wszystkie mówią i znowu się nakręcają.

Reklama

– Urok, zaraz tam urok. To one, te wasze chłopy, takie podatne na uroki, czy do flaszki bardziej ich ciągnie? Spokojnie, urok, jak wiecie, gdyby nawet co takiego było, można odczynić, chłopów krótko trzymać. Przecież z tego, co od was słyszę, to oni latają do niej, a nie ona za nimi. Spokojnie, nie zostaniecie z tym same, zaręczam. Nie widziałem jej w kościele. Jak mówicie, że na imię? Magdalena, dobrze usłyszałem? Mówicie, że na stałe, tu do nas? Po Michasi? A Michasia taka pobożna dusza była. Trzeba się rozeznać najpierw. Które to te chłopy? Wasze tylko czy jeszcze inne? A ona młoda, stara czy jaka? Trzeba się naradzić, ale spokojnie. No, która teraz?

Narada trwałaby pewnie znacznie dłużej, ale gospodyni straciła już całkiem cierpliwość. – Ile będę tę jego owsiankę na piecu trzymać? Niech ksiądz idzie tam i powie, że telefon z kurii pilny.

Patrzę na nią, czy nie żartuje aby, ale nie. Spogląda na mnie groźnie, jak mówi kościelny, i głową pokazuje na drzwi od kancelarii. Akurat zadzwonił nasz telefon, chyba z poczty.

– No, dzwoni przecież, niech ksiądz go woła – mówi z rosnącą irytacją. Idę, nie ma zmiłuj.

Proboszcz zdziwiony, podnosi się nagle. Skoro z kurii, to trudno zlekceważyć. Z ociąganiem, ale jednak idzie.

– To my z wikarym jeszcze pomówimy.

Kobiety czują pewnie niedosyt tej rozmowy, niecałe ciśnienie zostało rozproszone, nie wszystko, co ważne, powiedziane. Ale proboszcz zawraca nagle z podniesionym palcem wskazującym.

– Nie, nie. Młodemu nie możecie takich rzeczy. Nie. Porozmawiamy jeszcze, moje drogie. Obiecuję. Rozeznać obiecuję i wtedy. Idźcie w pokoju. – I tak odprowadza je do drzwi, powtarzając jeszcze ze dwa razy, że młodemu to nie takie rzeczy, czym wzbudził moją autentyczną ciekawość.

Od drzwi rzucił się biegiem do telefonu.

Reklama

– Mówili, kto z tej kurii i czego chcą? – pyta w locie. Nie zdążyłem jednak niczego odpowiedzieć, bo zniknął za drzwiami. Kiedy za chwilę wszedłem do jadalni, już siedział przy owsiance i mruczał: – Kto cię tak cyganić nauczył? Ładnie to tak?

– Sama mu kazałam, bo rajfury od rana z plotami przyleciały. A ty skory do słuchania od razu. Do obiadu by wam zeszło. A z czym były tak z samego rana?

– Parafialne sprawy – odciął się proboszcz.

– Słuchaj – mówi mi potem, u mnie. – Trzeba coś zrobić, tylko dyskretnie. Jak będziesz tam na lekcjach, złóż jej wizytę, tak kurtuazyjnie. Wiesz, że nowa parafianka, że nie będziemy czekać aż do kolędy, żeby się poznać, że zapraszamy do kościoła. A czy na stałe, a skąd i takie, wiesz, sprawy. O, zapytaj, czy się już przyzwyczaiła tutaj. Jak jej się żyje teraz z miejscowymi. No, takie tam. Kobiety lubią mówić, sama ci opowie wszystko, jak wzbudzisz jej zaufanie. Tylko ani słowa o tym, że kobiety jakie były ze skargą. A ja tych chłopów sobie w niedzielę po Sumie pożyczę. No, coś trzeba zrobić. Takie były zdenerwowane. Jeszcze co głupiego im przyjdzie do głowy i nieszczęście gotowe. Jak się da, to trzeba zapobiegać.

Bronię się, jak mogę, nie lubię takich historii, nie nadaję się do takich spraw. Mówię proboszczowi, że będę skrępowany, że nie lubię, że nie chcę.

– Mój drogi, to jest misja. A ty myślałeś, że tylko wystarczy kazanie powiedzieć, dzieci smarkate uczyć, wyspowiadać i odprawić. O nie! Ty tu jesteś dla tych ludzi, a to są ich sprawy, które im życie komplikują. Dlaczego nie poszły na milicję czy do gminy?

Reklama

– Bo by je wyśmiali. Przecież żadnego przestępstwa nie było.

– Nie masz racji. One nie boją się wyśmiania, one chcą zażegnać niebezpieczeństwo, żeby się nie stało nieszczęście, bo jak się stanie, to już za późno. I dlatego tam pójdziesz, i postarasz się rozeznać sprawę, bo – proboszcz się zamyślił – może one ją znielubiły za to, że ładna, zadbana, inna, miastowa, a one spracowane, uciemiężone. Może ona Bogu ducha winna – trzeba to rozeznać. Choć te akurat to poważne niewiasty i wyglądały na zmartwione autentycznie.

Wywijam się od tej misji jak wąż, wszystkie jednak moje próby i prośby pozostają bez echa. Na drugi dzień mówi mi niespodziewanie, że zamienimy się na lekcje. Ja wezmę jego, na miejscu, a on pojedzie za mnie. Co za ulga. Zaintrygowała mnie ta sprawa i czekałem niecierpliwie na powrót proboszcza. Jak się tylko zjawia na podwórku, lecę zapytać.

– I jak?

– Normalnie. Dzieci miłe, zeszyty sprawdziłem, odpytałem. Zwizytowałem cię od razu. Okazja była.

– Ale ja nie o tym. O tę panią pytam.

– Teraz żeś ciekawy? Trzeba było jechać, to byś wiedział.

I tyle. Dopiero po kolacji przychodzi do mnie na górę.

– Wdzięczna była – zaczyna od progu – za tę wizytę i rozmowę. Sama wybierała się tu do nas, do kancelarii. Rzeczywiście, pokomplikowało jej się życie osobiste czy rodzinne i tu się sprowadziła. Nie zostanie jednak na stałe, pracę ma w mieście.

– A z tymi chłopami?

Reklama

– Nie wiem, czy co było, czy nie, ale ją baby nasze wystraszyły i już żadnego za furtkę nie wpuści. Mówiła, że miała sporo roboty przy domu i najmowała. Może się tam i który zasiedział. Wystraszona jest nie na żarty. Wiesz, co jej powiedziały? Że jej zajzajerem ślepia wypalą. Jedna ją tak nastraszyła. Powiedziała, że jak swojego chłopa jeszcze raz u niej na podwórku zobaczy, to tak zrobi. Cholera wie, czy żartują. To zawzięte baby i swego potrafią pilnować i bronić. Wyjeżdża niedługo. I sprawa sama się rozwiązała. Ale wiesz co? Pomyślałem sobie o tym wszystkim i widzę nasze zaniedbania. Tak, tak. Co tak patrzysz wielkimi oczami jak ciele na malowane wrota? Zaniedbania, dobrześ usłyszał. Będziemy musieli się kobietami zająć. Nauki stanowe trzeba głosić, i to od razu. Pogłówkujemy nad tematami, a potem przygotujesz. Tylko solidnie i od strony biblijnej, teologicznej, ale i od strony życiowej. Psychologii trochę, przykłady jakieś sensowne. Żeby składne było i pożytek z tego był dla nich. A potem cykl zrobimy dla mężczyzn.

– Co?

– Trzeba było iść, jak mówiłem, a nie tchórzyć. A jak nie, to wnioski są takie. Twoje może byłyby inne, kto wie? A tak, do roboty. Załóż stułę, wyspowiadasz mnie, jutro pierwszy piątek.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Komin

Niedziela Ogólnopolska 12/2026, str. 54-56

[ TEMATY ]

opowiadanie

Ilustracje: Grażyna Kołek

Wydawałoby się, błaha rzecz. Kto myśli o kominie? Ja. Rozpalam w piecu i wszystek dym, zamiast do komina, idzie na mieszkanie. Wtedy on, komin, zyskuje ogromne znaczenie. Uświadamiam sobie nagle jego istnienie i funkcję podstawową, a nie tylko dekoracyjną dachu. Mój komin, idę nawet na zewnątrz go zobaczyć, a raczej, czy się z niego dymi, wygląda okazale, trzyma się przyzwoicie. Tylko ja z niego korzystam, a więc w jakimś sensie jest moim osobistym kominem. Byłbym się z nim nie zapoznał w ogóle bezpośrednio, gdyby nie ta jego niefunkcjonalność. A tak jest to poznanie bliskie, gwałtowne i bolesne w skutkach. To nie tylko poznanie czy zbliżenie, ale też starcie, walka, operacja, wiwisekcja. Wszystko zaczyna się niewinnie.
CZYTAJ DALEJ

Wizerunek Leona XIV pierwszy raz na monetach. Jakie nominały mają papieskie numizmaty?

2026-08-04 19:37

[ TEMATY ]

wizerunek

Papielż Leon XIV

monety

numizmaty

Vatican Media

Pierwsza edycja monet watykańskich podczas tego pontyfikatu

Pierwsza edycja monet watykańskich podczas tego pontyfikatu

Ukazała się pierwsza edycja monet watykańskich za pontyfikatu Leona XIV. Na ośmiu nowych monetach wygrawerowano herb i wizerunek obecnego papieża.

Jak informuje Gubernatorat Państwa Watykańskiego, inspiracją dla artystów-grawerów był papieski herb: lilia, symbol czystości i pobożności maryjnej, oraz płonące serce przebite strzałą nad otwartą księgą, symbol duchowości augustiańskiej i mocy Słowa Bożego, zdolnego przemienić ludzkie serce. Gubernatorat zwraca uwagę, że nie był to wybór estetyczny, lecz prawdziwy hołd złożony Papieżowi i bezpośrednie nawiązanie do nowego pontyfikatu.
CZYTAJ DALEJ

Droga przemiany serca

2026-08-05 11:22

Ks. Wojciech Kania/Niedziela

We wtorkowy poranek, po Mszy św. sprawowanej w bazylice katedralnej w Sandomierzu przez biskupa Krzysztofa Nitkiewicza, wyruszyły w drogę na Jasną Górę dwie spośród czterech kolumn 43. Pieszej Pielgrzymki Diecezji Sandomierskiej. Dwie pozostałe rozpoczęły pielgrzymowanie ze Stalowej Woli i z Ostrowca Świętokrzyskiego. Tegorocznej pielgrzymce towarzyszy hasło: „Maryja Matka Miłosierdzia”.

Mszy św. dla pielgrzymów przewodniczył bp Krzysztof Nitkiewicz. Eucharystię koncelebrowali kapłani, którzy będą towarzyszyć pątnikom na szlaku. We wspólnej modlitwie uczestniczyli także alumni sandomierskiego seminarium, siostry zakonne oraz wierni, którzy przyszli pożegnać pielgrzymów i powierzyć im swoje intencje.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję